Marketing często opiera się na fikcji. Fikcyjna jest zwykle skuteczność reklam, szczególnie tych w internecie. Około 60% ruchu generują boty, a one nie kupują – za to często klikają w reklamy lub je „oglądają”. I to dość namiętnie, ponieważ – jak podał jeden z polskich domów mediowych – 3% najbardziej aktywnych użytkowników było w analizowanym przykładzie odpowiedzialne za aż 28% wszystkich impresji reklamy (1). A to tylko czubek góry lodowej, ponieważ rzeczywisty poziom fraudów sięga nawet 80% (2).
Dział: Temat numeru
Wszyscy mamy dostęp do tych samych danych – do wiedzy, informacji, opracowań, raportów, ekspertów lub po prostu innych ludzi – jednak każdy z nas, w oparciu o swoje doświadczenie, perspektywę i kluczowe zainteresowania zawodowe, wyciąga z tych danych coś innego.
Wielki marketing za niewielkie pieniądze to marzenie każdego właściciela firmy. Szczególnie w biznesach, które dopiero zaczynają się rozwijać i nie posiadają budżetu na zaawansowane aktywności marketingowe.
Jeszcze nie planując zakupu, często z góry wiemy, po jaką markę sięgniemy – ponieważ i wtedy wystawieni jesteśmy na bodźce kształtujące nasze emocje i wyobrażenia względem brandów. Model AIDA może uśpić czujność marketerów, którzy zanadto upraszczając zachowania konsumentów, pozbawiają się możliwości wpływania na nich w nieoczywistych, a przecież ważnych marketingowo kontekstach. W jakim kierunku zmienia się więc myślenie o ścieżce zakupowej?
To już koniec TV-centrycznego planowania mediów. Polacy zagłosowali swoją uwagą i czasem spędzanym z medium na internet, a za nimi reklamodawcy wybrali internet jako wiodące medium, poprzez przeznaczenie w pierwszym kwartale 2019 r. na internet o 3 p.p. więcej środków niż na reklamy w TV.
W ciągu ostatnich lat byliśmy świadkami wielu zmian w marketingu online. Pokonane zostały kolejne kamienie milowe – wg prognoz eMarketera w tym roku globalny udział digitalu w wydatkach na reklamę wyniósł 50,1%. Zmiany te oprócz tego, że faworyzują pewne kanały kosztem innych, pokazują też głębszą rewolucję w podejściu do planowania mediów.
Marketingowiec w sieci nie ma łatwo. Polski konsument chce decydować sam, zaś reklamę uważa za zło konieczne. Sygnał jest jasny: aktywność ograniczona do wysyłania komunikatów nie wystarczy do zbudowania relacji z klientem.
Rodzina aplikacji „by Facebook” oferuje bardzo szerokie możliwości – na rynku można spotkać ekspertów od wykorzystania grup, live’ów, analityki Facebooka, zaawansowanego wykorzystania Pixela i innych funkcji. Stylów zarządzania kanałami social media i kampaniami Facebook Ads również jest coraz więcej. I żaden z nich nie jest lepszy od innego, ponieważ każdy może po prostu działać lub nie.
Social media to dane. Facebook chwali się, że nikt nie posiada więcej danych o swoich użytkownikach. A dane to liczby, tabele, wykresy i Excel. Osoby, które zajmują się mediami społecznościowymi i nie zdały sobie jeszcze z tego sprawy, najbardziej cierpią wtedy, gdy klient zadaje klasyczne pytanie: „No dobra, ale co ja z tego właściwie mam?”.
Z perspektywy marketerów online w ostatnich latach wiele się zmieniło. Nikogo nie trzeba przekonywać, jak istotne w komunikacji z użytkownikiem jest definiowanie personalizowanych doświadczeń omnichannelowych. Znudzeni płytkim remarketingiem konsumenci spodziewają się coraz lepszych doświadczeń w interakcji z reklamą. Tymczasem legiony specjalistów od ad-tech i big data zastanawiają się, jak przekuć piętrzące się stosy nieanalizowanych danych na mierzalne efekty biznesowe i sprzedażowe.
Ścieżki wielokanałowe i modelowanie atrybucji już od dawna nie są nowością. W miarę jak zaczęliśmy zbierać coraz więcej danych na temat ścieżek konwersji i interakcji, które się na nią składają, proces konwersji stał się dla nas bardziej zrozumiały. Z drugiej strony można mieć wrażenie, że pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi. Jednym z nich jest pytanie o idealny model atrybucji. Który z modeli jest najlepszy? W jaki sposób wybrać model, który najbardziej odpowiada naszym potrzebom? I co to w ogóle oznacza?
W ostatnich latach e-commerce rósł w siłę i obecnie jest kanałem sprzedaży, który nie może już być ignorowany przez producentów i marki (nawet te, które nie posiadają własnych kanałów dystrybucji). Według aktualnych szacunków udział e-commerce wynosi 7%, a prognozy rynkowe zakładają wzrost do 10% w perspektywie najbliższych trzech lat1. Wraz ze wzrostem wagi e-commerce zwiększa się zapotrzebowanie na wiedzę, w jaki sposób rozwijać sprzedaż w kanałach cyfrowych.