Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wirtualna odsłona Orłosia
wywiad specjalny

Artykuł | 8 listopada 2018 | NR 40
122

Znalazł się po drugiej stronie mediowej mocy. Przeszedł drogę od wielkiego, szklanego ekranu do digital influencera. Maciej Orłoś (Okiem Orłosia) jeden z najpopularniejszych dziennikarzy i prezenterów telewizyjnych w Polsce w rozmowie z Arturem Maciorowskim („Online Marketing”).

To już koniec tradycyjnej telewizji czy przygody Macieja Orłosia z telewizją?

Najprawdopodobniej jeszcze nie koniec – ani jednego, ani drugiego...

… ale teraz jest przystanek internet w Pana karierze?

Telewizja traci zasięgi, ale tak jak kasety VHS nie zmieniły naszych przyzwyczajeń i wizyt w kinie, tak wierzę, że internet i telewizja mogą współistnieć. Nawet we względnej symbiozie, czego najlepszym przykładem są projekty typu VOD. 

Czym się zatem różni widz offline od tego online?

Telewizja ma tę zaletę wobec wszechwiedzącego internetu, że to ktoś dla nas robi selekcję, układa program, co więcej – prezentują to osoby, które lubimy. Do tego dochodzi czynnik socjalizujący – wspólne, rodzinne oglądanie telewizji emitującej filmy czy mecze piłkarskie to zupełnie co innego niż skupiony wzrok odbiorcy na ekranie smartfona. Ostatnie badania, jakie pamiętam, mówiły o blisko czterech godzinach spędzanych przez Polaków przed telewizorem…

A co mówią Pana fani, gdy Maciej Orłoś zniknął ze szklanego ekranu?

Nigdy nie usłyszałem takiej uwagi: „Jak Pan mógł!”. Raczej słyszę głosy „Szkoda, że już Pana nie ma”. Po czym słyszę zrozumienie dla mojej decyzji. Wielu ją docenia i szanuje. A że Polacy to bardzo rozpolitykowany naród, to inni mogą sobie myśleć – co za idiota, jak można odejść z telewizji w najlepszym momencie jej historii! (śmiech)

Po Teleexpressie była Wirtualna Polska, a teraz solo Okiem Orłosia. Dołącza Pan do szeregu mocnych, tradycyjnych marek dziennikarskich, takich jak Tomasz Lis, Łukasz Grass czy Jarosław Kuźniar. Jaka była geneza tej decyzji?

Dobrze, że Pan o to pyta. To właściwie kilka czynników. Po pierwsze nie mogę firmować swoim nazwiskiem obecnego stylu przekazywania informacji. Telewizja publiczna po 1989 r. zawsze była mniej czy bardziej upolityczniona. A raczej upartyjniona. Jednak tym razem pojawili się nowi, mało kompetentni ludzie czy „zaangażowany dziennikarz” – jednym słowem przegięcie! 

Po drugie informacjami można się zmęczyć. Przekazywanie informacji ludziom dzień w dzień jest ważne, ale po 26 latach można mieć lekki przesyt.

Porozmawiajmy o digitalowym fetyszu, czyli contencie. Skąd Pan bierze pomysły i tematy do programu?

Wystarczy wyjść na ulicę, aby się czymś zainspirować! Czy Pan wie, że Warszawa jest trzecim miastem na świecie, jeśli chodzi o „wege”? A więc podejmujemy temat kuchni. Potem dotykamy technologii i jej wpływu na naszą codzienność. Kolejny jest program o youtuberach, aby wreszcie wziąć na warsztat Instagram – program zrealizowany wspólnie z Sucharem Codziennym.  Nie idę w psychologię, pomijam politykę, raczej nie poruszam tematów sportowych. Ale gdyby Robert Lewandowski znalazł chwilę tuż przed mistrzostwami, to… (śmiech)

Pamiętam Pana minę, gdy jako konferansjer imprez branżowych IAB Mixx czytał Pan oryginalne kategorie przyznawanych nagród. Co sprawia Panu największą trudność w przejściu na „digitalową stronę mocy”?

Wchodzę w ten świat i uczę się. Przed moją przygodą z internetem i reklamą znałem tylko takie terminy, jak lokowanie produktu, product placement. IAB Mixx nauczyły mnie już innych określeń, jak choćby branded content. Było tam więcej „hardcore’owych” nazw (śmiech). Ale uczę się tego – choćby przeglądając statystyki na Facebooku.

Zatem przejdźmy do liczb: jak się pozyskuje pierwszych 20 000 obserwujących na Facebooku? Jak zacząć?

Mam złą wiadomość: zacząłem gromadzić fanów już jakiś czas temu, więc to był proces. Ten publiczny profil doszedł dość dynamicznie do 20 000 fanów i nagle zatrzymało się. Podobnie z Twitterem. Aktualnie mam 27 000 obserwujących i już takich dynamicznych wzrostów 
nie ma.

A jaki jest profil osób obserwujących Pana profile?

Na Twitterze są to głównie nastolatki. Zresztą jest to zabawna historia. To młodzi ludzie będący fanami zespołu One Direction.

„Directioners!” – teraz niech się Pan tłumaczy, dlaczego niemal każdy tweet zaczyna się od tego invocatio?

W 2014 r., kiedy pracowałem jeszcze w Teleexpressie,  dostałem e-mail od młodych ludzi organizujących akcję na rzecz przyjazdu One Direction i organizacji koncertu w Polsce. Prosili, żebym o tym powiedział w programie. „Wcisnąłem” ich w ramówkę i odpowiedziałem im e-mailem oraz na Twitterze, żeby oglądali tego dnia Teleexpress. I wtedy się zaczęło!

Ale wskaźniki na YouTube już optymizmem nie napawają – 284 subskrypcji i tylko 160 wyświetleń ostatniego filmu.

Tak, w zasadzie można powiedzieć, że mnie nie ma na YouTube. Ale mam plany dotyczące tego medium. Niebawem się do tego zabieram… 

Dobrze, to tylko ustalmy, kiedy premiera Orłosia na YouTube? 

Zabieramy się latem. Sądzę, że od września uda nam się wystartować. 

Marka osobista czy kompetencje digitalowe – co Pana zdaniem decyduje o sukcesie projektów w internecie?

To trudne pytanie. Żyjemy w świecie instagramerów, youtuberów, influencerów. Ich popularność w sieci jest dużo większa niż mojej osoby. Oczywiście bez promocji, dobrego pomysłu to się nie przełoży na sukces.

Postrzeganie mnie w kategorii „popularnego, miłego pana” z telewizji dyskontującego swoją popularność online nie wystarczy. Marka osobista czy kompetencje digitalowe? Myślę, że te proporcje to 50:50. Dlatego wspieramy się specjalistami – pracujemy m.in. z Moniką Czaplicką.

Ile osób pracuje na sukces Okiem Orłosia?

Kilka osób. Dwie robią reserach. Moja żona jest producentką. Mamy dwuosobową ekipę sprzętową. Kolegia realizujemy przez Skype, gdzie koncepcyjnie dyskutujemy ze specjalistami z Agencji Show Central. I współpracujemy na stałe ze świetnym miejscem, tj. Halą Koszyki. Superenergia!

Jak Pan monetyzuje ruch i zasięgi? 

Myślimy o współpracy z markami w tym zakresie. Mamy dwie osoby, które kontaktują się z partnerami. Czasem nam się udaje, czasem jest pod górkę. Działamy dość krótkoterminowo, toteż nie zawsze budżety są dostępne. Poza tym musimy wypracować ogromne zasięgi…

Ile tego zasięgu musi być, by być atrakcyjnym w kategoriach reklamowych

...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Masz już prenumeratę? Zaloguj się, aby przeczytać artykuł.
Zaloguj się
Nie masz jeszcze prenumeraty? Nic straconego! Dołącz do grona stałych Czytelników już dziś i miej pewność, że żadne treści już Cię nie ominą.
Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 drukowanych wydań magazynu Online Marketing
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ... i wiele więcej!
Sprawdź szczegóły

Przypisy