Dołącz do czytelników
Brak wyników

Po co mi te slajdy? O roli wizualizacji w wystąpieniu publicznym

Artykuł | 9 listopada 2018 | NR 41
106

Jak w wielu dziedzinach życia, tak i w prezentacjach zmagamy się czasem z problemem przerostu formy nad treścią. Częściej jednak ta forma jest tak słaba, że przerasta ją tylko ból prelegenta, który musi z nią występować. Musi, a właściwie chce, bo przecież to my sami umieszczamy na naszych slajdach ściany tekstu, listy punktowane i nieczytelne wykresy. Powodów tego stanu rzeczy jest wiele, jednak na prowadzenie wysuwa się Światowy Lider Popełniania Błędów – niewiedza. Skąd mamy wiedzieć, jak zaprojektować grafikę, jeśli nie wiemy, po co w ogóle ją wyświetlamy? 

Chociaż pomysł na analizę slajdów może przywoływać na myśl badania nad współzależnością mąki i jamników krótkowłosych (czyli fajnie, że ludzie mają takie hobby, ale nam się w życiu nieszczególnie przyda – chyba że ktoś to transmituje i tak jak studenci muszą się uczyć do sesji to wolą ten czas zmarnować w inny sposób), to jest to skojarzenie błędne. Wizualizacja może nam tak samo pomóc, jak zaszkodzić w prezentacji. Zapominamy też, że prezentacja to nie tylko występ przed szerszą widownią, to również spotkanie jeden na jeden, a nawet plik do wysyłki w newsletterze albo umieszczony na SlideShare. To coś, co może zmienić wynik spotkania (także wirtualnego), a przecież wszyscy lubimy wygrywać.

Cztery warstwy prezentacji

Wspomniana wcześniej „wizualizacja” nie pojawia się przypadkowo. Jest to jedna z czterech warstw prezentacji, w dodatku opcjonalna. Pozostałe to „wartość”, „narracja” i „warsztat sceniczny”.

Wizualizacja nie bez powodu pojawia się dopiero na końcu listy, bo bez dobrego opracowania pozostałych trzech warstw nie przygotujemy dobrego wystąpienia. Omówienie tych trzech zagadnień to temat na osobny artykuł, ale wspomnieć o nich trzeba. Bez stałego podkreślania roli przygotowania do wystąpienia świat będzie pełen prelegentów, którzy myślą, że ładne slajdy załatwią za nich robotę, a zdjęcie śmiesznego kota porwie publiczność (i najlepiej niech coś wjeżdża i się pojawia nagle, może zróbmy to w Prezi?). No dobrze, ale załóżmy, że żyjemy w idealnym świecie, gdzie świetnie przygotowany prelegent jest gotowy zaprojektować dla siebie slajdy. Co powinien wiedzieć? Zacznijmy oryginalnie – niczym Szybcy i wściekli 7 od początku, czyli od ról slajdu. 

Rys. 1. Cztery warstwy prezentacji

Top 10

najczęściej popełnianych błędów w prezentacjach:

  • Zaczynamy od slajdów i pod nie szyjemy wystąpienie.
  • Próbujemy stworzyć prezentację „dla każdego”.
  • Zakładamy, że grafika uzupełni braki w warsztacie.
  • Mierzymy czas wystąpienia liczbą slajdów.
  • Albo nie mierzymy go wcale, licząc na szczęście.
  • Umieszczamy na slajdach ściany tekstu.
  • Czytamy z tych ścian tekstu!
  • Pozostawiamy dane bez komentarza.
  • Nie trenujemy wystąpienia.
  • Lejemy wodę.

Role slajdu

Każdy ze slajdów powinien spełniać przynajmniej jedną z trzech ról. Jeśli tego nie robi, to znaczy, że jest niepotrzebny lub wymaga korekty. Pierwsza rola slajdu to zwiastun (teaser), czyli klasyczna okładka.

Zwiastunem będzie cytat, nazwa działu, hasło, które omawiamy. To taka podpórka dla nas i dla publiczności.

Rys. 2. Przykład zwiastuna

Zwiastun w slajdach ma podobną rolę jak ten filmowy – pokazać temat, ale bez spoilerów! Mało jest tak irytujących rzeczy jak trailer, który opowiada nam cały film (poznają się przypadkiem, zakochują, potem kłócą, ale na końcu całują, więc chyba będą razem). Wy też musicie uważać, żeby Wasz slajd nie spalił Wam historii. Zwiastun powinien być czytelny i łatwy do przyswojenia (zacytujmy klasyków: Czy ostatnie rzędy widzą?), ale nie może odwracać od Was uwagi. Pamiętając o tych zasadach, stosunkowo łatwo można przygotować dobry zwiastun. 

Wzmacniacz

Sytuacja komplikuje się przy kolejnych grafikach. O ile łatwo opowiedzieć w teorii o trzech rolach slajdu bez wyświetlania na rzutniku tekstu TRZY ROLE SLAJDU, o tyle bez zaprezentowania przykładów temat nie jest wyczerpany. I wtedy wjeżdża on, niekoniecznie na biało, ale za to cały w danych: wzmacniacz (booster). Przez dane rozumiemy tu nie tylko klasyczne liczby, wykresy czy tabele, ale też procesy, screeny, listy punktowane i wszystko inne, co pomoże nam przybliżyć temat. 

Rys. 3. Przykład wzmacniacza – lista punktowana

Zwróćcie uwagę na słowo „pomoże”, często mylone ze zwrotem „ratuje-kiedy-nie-miałem-czasu-się-przygotować-do-wystąpienia-więc-będę-czytał-ze-slajdu” (ta popularna pomyłka wynika pewnie z tak licznych dialektów w naszym ojczystym języku). Boosterem nie jest więc ta perełka:

Rys. 4. Najczęstszy błąd w wizualizacji – przeładowane listy punktowane

 

Czym więc jest? Co bardziej złośliwi (w tym skromna autorka tego tekstu) powiedzieliby, że złem wcielonym, ale w ten sposób trudno rozmawia się z przełożonym. Ujmijmy to tak: słabą podróbką slajdumentu, do którego jeszcze wrócimy. 

Lista rzeczy, o których musimy pamiętać przy wzmacniaczu, jest nieco dłuższa niż przy zwiastunie:

  • jeśli na slajdzie pojawia się kilka elementów, to każdy z nich powinien wchodzić osobno,
  • jeśli dany proces/tabela itp. składa się z kilku elementów, to one również powinny wchodzić osobno,
  • wykresy powinny być przede wszystkim czytelne, nie tylko ładne,
  • wyróżnijmy dane, na których ma się skupić odbiorca,
  • nie bójmy się rozdzielać treści na kilka slajdów.

Rys. 5. Dobry i zły projekt wykresu

 

Rys. 6. Czasami wykres nie jest potrzebny – lepiej sprawdzi się pojedyncza liczba

 

Ten ostatni podpunkt wymaga osobnego omówienia, bo zalewa nas plaga slajdów przeładowanych treścią. Cztery tabele, trzy wykresy, 12 zdań złożonych… to nie są wyolbrzymienia, to korporacyjna (i nie tylko) klasyka i jednocześnie jeden z największych grzechów przeciwko dobrej wizualizacji. Nie udało mi się znaleźć w internecie fachowego terminu medycznego na lęk przed białą przestrzenią, a problem jest poważny, bo cierpi na nią co trzecia osoba w Polsce projektująca prezentacje. „Żeby tak pusto nie było”,  „Wstawmy tu coś, bo jest miejsce” i  „Jak zmniejszysz litery to jeszcze dwa punkty się zmieszczą” – to klasyczne objawy tego schorzenia. Przestrzeń negatywna na slajdzie jest darem od losu! Nie zagłębiając się w szczegóły i wiedząc, że artykuł nie trafi do artystów, przyjmijmy po prostu, że dzięki temu kompozycja ma w sobie więcej światła i lepiej się prezentuje. Drugą przyczyną tego, że boimy się rozbijać informacje, jest błędne przekonanie, że długość wystąpienia mierzymy liczbą slajdów. Tymczasem w sieci krążą świetne 18-minutowe prelekcje dopełnione nawet 100 slajdami, wszystko w tempie i na temat. Haczyk jest taki, że tego wystąpienia trzeba się wcześniej nauczyć i wiedzieć, że na slajd szósty poświęcimy minutę, ale na te od 
14 do 21 łącznie już tylko 30 sekund.

Bez stałego podkreślania roli przygotowania do wystąpienia świat będzie pełen prelegentów, którzy myślą, że ładne slajdy załatwią za nich robotę, a zdjęcie śmiesznego kota porwie publiczność (i najlepiej niech coś wjeżdża i się pojawia nagle, może zróbmy to w Prezi?). 

Slajdumenty

Zanim przejdziemy do ostatniej roli slajdu, wróćmy na chwilę do tematu slajdumentów, w Polsce wciąż mało znanej odmiany wizualizacji. Slajdument (slidedoc) to połączenie slajdu z dokumentem, czyli do...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Masz już prenumeratę? Zaloguj się, aby przeczytać artykuł.
Zaloguj się
Nie masz jeszcze prenumeraty? Nic straconego! Dołącz do grona stałych Czytelników już dziś i miej pewność, że żadne treści już Cię nie ominą.
Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 drukowanych wydań magazynu Online Marketing
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ... i wiele więcej!
Sprawdź szczegóły

Przypisy