Dołącz do czytelników
Brak wyników

Kto jest winny temu, że ktoś wykorzystuje dane wykradzione z FB?

Artykuł | 21 października 2018 | NR 39
119

Czy jest nim osoba, która te dane udostępniła, czy Facebook, który budował społeczność, w której otwartość i dzielenie się swoim życiem stanowi wybór, a nie konieczność. Na to pytanie oraz kilka innych, typu kto ma w tym interes?, jak to wpływa na nasze kampanie?, postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

Stalking? Szpiegowanie? 

Czy jest wiele różnic między tym, jak możemy szpiegować ludzi poza internetem, a tym, co można zrobić w sieci. Sprawdźmy.

  • Czy mogę się dowiedzieć, na jakim stanowisku ktoś pracuje i w jakiej firmie? Oczywiście, że tak, wystarczy za tą osobą pojechać do jej miejsca pracy, przedzwonić i się dowiedzieć. Nic trudnego.
  • Czy mogę się dowiedzieć, z kim ta osoba się spotyka i jak spędza czas? Tak, to tak samo proste jak sprawdzenie, gdzie pracuje. A jak jeszcze wyślę za tą osobą fotografa, to będę miał zdjęcia dokumentujące to, co jadł, gdzie spał itd.  
  • W ten sam sposób mogę się dowiedzieć, jaki ma samochód, o której idzie spać, o której wstaje.
  • Mogę też wyczytać z liczników, ile zużywają jego domownicy prądu, gazu i to z podziałem na każdy dzień. Facebook tego nie potrafi!
  • Mogę też przeszukać śmieci i wiedzieć, co domownicy jedzą, jakie marki lubią, co kupują i to nie tylko ze sklepów internetowych, ale i stacjonarnych.

I to wszystko tylko na podstawie tego, co jest bardzo proste do sprawdzenia. A przecież mogę więcej. Mogę go zachęcić do zainstalowania aplikacji na swój telefon jednej z miliona aplikacji w Apple Store lub Google Play. Dzięki temu znamy ID reklamowe tego konkretnego urządzenia, mamy dostęp do książki telefonicznej, SMS-ów, zdjęć, a nawet kopii rozmów. Na komputer stacjonarny mogę tej osobie zaproponować i skutecznie polecić (sprzedać) oprogramowanie (gry, sterowniki, aktualizację, plugin do przeglądarki, inny soft), który da mi dostęp do jego danych, informacji, jakie strony przegląda i ile czasu na nich spędza, a nawet do haseł, numer karty VISA, ID do konta w banku. 

Czym zatem różni się to, co można zrobić w prawdziwym świecie, od tego, co można zrobić na Facebooku? Głównie tym, że na Facebooku sam dzielisz się tymi danymi, akceptujesz to, że Facebook ma do tego dostęp, a w świecie rzeczywistym nie akceptujesz tego, by ktoś Cię śledził i przeglądał zawartość Twojego kubła na śmieci. Na tym polega równica: na intencyjności. W pierwszym przypadku sami wyrażamy na to zgodę, a w drugim jesteśmy z tych informacji okradani. A zatem to stalkerzy, twórcy aplikacji wykradających dane, są winni pozyskiwania i wykorzystywania naszych danych? Nie. Ty również jesteś winny. Ba, Twoja wina jest większa. Dlaczego? Ten tekst pozwoli Ci to zrozumieć. 

Czy Facebook dba o Twoje bezpieczeństwo?

Jestem developerem aplikacji Facebook od ponad 7 lat, widziałem wiele zmian, ale odkąd sięgam pamięcią, regulamin FB był transparentny co do tego, w jaki sposób będzie wykorzystywał dane zbierane o Tobie.

Jednocześnie zostało w nim jasno zapisane, że kopiowane, archiwizowanie danych, treści, zdjęć, i innych rzeczy, które są opublikowane w ramach tego portalu, jest niezgodne z regulaminem Facebooka. Czyli jeśli ktoś kopiuje sobie Twoją wypowiedz lub robi z niej screen, to już to jest niezgodne z regulaminem portalu. Oczywiście jeśli zrobisz to Ty na swoje potrzeby lub zrobi to administrator fanpage’a, aby mieć dowód na to, że z kimś rozmawiał, to nie jest to wielka krzywda dla społeczności. Jednakże jeśli robią to firmy, i jeszcze komercjalizują te dane, to jawnie okradają inny podmiot gospodarczy z tych danych. I w tym wypadku kto jest winny: złodziej czy okradziony? Nie idźmy drogą absurdu i nie obwiniajmy Facebooka za to, że ktoś go okrada z jego danych i pośrednio okrada Was, użytkowników aplikacji ze znaczkiem „F”. 

Czy to była kradzież danych? A może wyciek? Ani jedno, ani drugie

Wiele osób w kontekście Cambridge Analytics mówi, że to był wyciek danych. Nic bardziej mylnego. Nic nie wyciekło.

Jakie są metody pozyskiwania danych z Facebooka

  • Poprzez API i graph API – bezpośrednie odpytywanie Facebooka o różne dane, ale nie ma wśród nich danych osobowych ani innych danych wrażliwych. Można za to zapytać o osoby, które odwiedziły jakieś miejsce. Oczywiście w ograniczonej formie, np. Facebook pokazuje tylko 20 osób, pomimo że odwiedziło je 5000. 
  • Poprzez scrapowanie – wykorzystanie zaawansowanych języków programowania, za pomocą których emuluje się przeglądarkę lub tworzy bota, pająka itp., który wędruje po stronie w poszukiwaniu konkretnych danych i kopiuje je.
  • Poprzez aplikację, w której to osoba z niej korzystająca wydała dyspozycję Facebookowi, aby przekazała część danych firmie, która stworzyła tę aplikację.

 

W tym wypadku jest nie jest inaczej. Z informacji, które podają i do których się przyznają publicznie, to Cambridge Analitics wykorzystało aplikacje zintegrowane z Facebookiem. W tych aplikacjach każdy użytkownik zgodził się, aby Facebook przekazał cześć danych, jakie ma o aktywności tej osoby (tę cześć, na która się zgodził), twórcy aplikacji. A zatem to nie wyciek danych, tylko przekazanie ich zgodnie z dyspozycją osoby, której te dane dotyczą. To w takim razie nie jest też kradzież, a przynajmniej nie jest to kradzież danych z portalu Facebook. Oczywiście można by mówić o nielegalnym wykorzystaniu danych osobowych lub o tym, że przekazano je w innym celu, niż zostały wykorzystane. Warte jest rozważenia również, czy złożyć pozew zbiorowy przeciw firmie, która stworzyła tę aplikację.

Facebook wiele razy modyfikował swoje aplikacje i inne zabezpieczenia, a wszystko w trosce o… bezpieczeństwo i prywatność użytkowników. Nie tak dawno zablokował możliwość tworzenia reklamy do osób na podstawie ich ID (numer użytkownika) w portalu Facebook. Rozwój technologii pozwolił, aby scrapować numery ID osób, którzy są fanami jakieś marki, należą do jakiejś grupy itp.  Facebook szybko zareagował na doniesienia o takich praktykach i w ciągu jednej nocy zmodyfikował algorytm, wprowadzając scoped-ID, dzięki czemu zablokował cały proceder. Wprowadzone ograniczenia uniemożliwiły korzystania z tych danych osobom, które nie miały zgody od tych ludzi, aby była kierowana do nich reklama.

Jak widać, FB stale czuwa i robi wszystko, by jego użytkownicy czuli się komfortowo w społeczności, którą stworzył. Nie widzę też niczego złego w tym, że istnieje reklama na Facebooku. To przecież niezbędna rzecz, bo portal musi mieć źródło finansowania. Poza tym dzięki temu, że są te wszystkie dane, w końcu dostajemy reklamę dopasowaną do tego, co potrzebujemy. Już od dawna nie widzę reklam, które nie są dopasowane kontekstowo do tego, co mnie interesuje. Jeśli jesteś młodym czytelnikiem, to może nie pamiętasz, jak 15 lat temu wyglądały reklamy w internecie. Tym, którzy nie pamiętają, to przypomnę. Wszędzie było pełno wyskakujących banerów okienek świecących i mieniących się kolorami, by przykuć Twoja uwagę produktami, które zupełnie Cię nie interesowały. Dziś dzięki danym o użytkownikach reklama jest dopasowana do tego, czego klient potrzebuje, tego, czym się interesuje. To dzięki tym danych w końcu nastały względny porządek i przejrzystość na takich stronach, jak WP czy Onet. Zamiast narzekać na to, że reklamy są lub istnieją społeczeństwo informacyjne nie zwróciło uwagi, że reklamy stały się potrzebne, gdyż pomagają podjąć decyzję, przypominają o promocjach, o ofertach, z których chcieliśmy skorzystać. Dziś reklamy nie są natrętnym i przeszkadzającym w konsumowaniu treści strony złem. To, że stały się pomocne, zawdzięczamy inteligentnym systemom i firmom marketingowym, które te dane w umiejętny sposób wykorzystują.

Nie pochwalam szumu medialnego, w którym mówi się, że Cambridge Analitics poprzez aplikacje zdobyły XXXX danych, bo brak w nich szczerości i transparentności. Te same media, które jeszcze nie tak dawno temu pisały o tym, że został opracował algorytm, który na podstawie danych, które masz na Facebooku, powie Ci, kim jesteś, jednocześnie zachęcając do odwiedzenia tej strony i sprawdzenia, jak to działa. W ten sposób napędzając ruch tym firmom! A teraz te same media mówią, jakie to jest złe, że jakaś firma wykorzystuje te dane, że jest wyciek. Zamiast obwiniać same siebie za to, że niejako dostarczyły tym firmom osób, na podstawie których budowano profile osobowościowe, robią kolejny szum, nie widząc, jak bardzo przyłożyły się do tego, by ktoś pozyskał danych ich czytelników. 

4 lat temu garstka ludzi opowiadała publicznie, jak bardzo to super i jak używają magii w obróbce danych, które pobrali z Facebooka. Dwa lata później sprawa rzekomego Cambridge Analitics w kampanii wyborczej w USA… No i po kolejnych 2 latach ktoś eskaluje problem. Powinniśmy zacząć od tego, komu może zależeć na tym, żeby go zrobić? Ja nie wiem, ale pogdybajmy. Zastanawiające jest, kto najwięcej straci/zyska na np. RODO: Facebook czy Google? Facebook ma wszystkie zgody od wszystkich użytkowników. Czy Google też? Oczywiście ma, gdy używają oni Androida. Ale już mniej, gdy używają przeglądarki Edge (od Microsoftu). Statystyczny użytkownik strony wyraża zgodę na to, by firma XXX przetwarzała te dane, ale nie ma nigdzie informacji, że pozwala na to, by firma „X” przekazała te dane za pośrednictwem podpiętych aplikacji Google. A jeśli nawet, to w jaki sposób firma X na prośbę użytkownika strony wymusi na Google skasowanie tych danych? A jak to wygląda na Facebooku? Przyjmijmy przez chwilę, że ktoś zażądał od Facebooka, by portal skasował jego dane. Facebook to zrobił, po czym ta osoba loguje się do Instagrama, Messengera, WhatsApp, korzysta z internetu dostarczanego przez Facebook lub korzysta z innych licznych aplikacji należą do Facebooka (a jest ich wiele, np. takie, które wspierają rejestracje historii treningów). Sam bardzo często korzystam z logowania do sklepów, narzędzi za pomocą FB Login (przycisku „zaloguj” za pomocą Facebooka), dzięki temu nie muszę zapamiętywać setek haseł. Wystarczy mi jedno: to do Facebooka. Pozbawiając się konta na FB, pozbawiłbym się dostępu do większej części moich narzędzi.

Największym przeciwnikiem wolnego rynku są kapitaliści, którzy się dorobili

Parafrazując: największym przeciwnikiem wolnych wyborów są obecni rządzący. Idąc tym tokiem rozumowania, największym przeciwnikiem Facebooka i siły tego portalu jest obecny prezydent USA. To naturalne, gdyż zarzuca mu się, że wygrał wybory przez działania obcego rządu, i powołano do tego specjalną komisję, więc musi przerzucić winę na kogoś innego i tym kimś jest Facebook. Czy coś więcej? Szanse na reelekcję są małe, a jak komisja wykaże za dużo, to grozi mu nawet impeachment, więc stawka jest wysoka. Bez względu na to, czy jakiś kraj ingerował w wybory, czy nie, ważne jest to, że wszystkie państwa chcą jawnego i pełnego dostępu do danych z Facebooka. Oczywiście dla dobra kraju i obywateli.  Oczywiście po AKTA nikt nie będzie tego robił w ten samo sposób. Lepiej wywołać w społeczeństwie falę hejtu i sprzeciwu na to, że ktoś przetwarza ich dane, a potem powołać potem organ, który będzie kontrolował Facebooka przez posiadanie kontroli nad wszystkimi danymi – Waszymi danymi.

Wspomniałem o hejcie, jednak gdzie on jest? Widziałem nieudolne próby wywołania go typu #faceblock #delatefacebook, moją uwagę natomiast przykuł Elon Musk (mistrz promocji, którego prywatnie obserwuję, a biznesowo szanuję), który publicznie powiedział, że skasuje fanpage’e Tesla i SpaceX na Facebooku.

Rzekomo usunął fanpage’e Tesli i SpaceX… Dlaczego rzekomo? Bo mógł tylko cofnąć publikację. Jednakże nie skasował profili tych marek na Instagramie, a jeśli fanpage’e są nieopublikowane, to nadal może używać ich jako grupy docelowej w kampaniach na Facebooku. Ale nie to jest najważniejsze. Elon Musk i inni...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Masz już prenumeratę? Zaloguj się, aby przeczytać artykuł.
Zaloguj się
Nie masz jeszcze prenumeraty? Nic straconego! Dołącz do grona stałych Czytelników już dziś i miej pewność, że żadne treści już Cię nie ominą.
Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 drukowanych wydań magazynu Online Marketing
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ... i wiele więcej!
Sprawdź szczegóły

Przypisy