Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z innego punktu widzenia

5 lipca 2019

NR 46 (Czerwiec 2019)

Zdalnie, czyli home office w firmie

350

Dzisiejsza pogoń za wynikiem trwa uparcie nie tylko w potężnych korporacjach, ale i małych startupach. W tym wielkim wyścigu przestaje być ważne „jak”, zaś wiodące staje się „kiedy i ile”. Czas odgrywa niebagatelną rolę i ma ogromną wartość w wielu projektach mających deadline na wczoraj. W takiej rzeczywistości ciężko pogodzić wszystko w ośmiu standardowych godzinach zmiany. Pojawiają się nadgodziny lub zadaniowy system pracy, dzięki któremu pracownik wpada w pułapkę zarobku na określonym poziomie bez względu na to, ile godzin przeznacza na pracę. Dla pracodawcy to niezwykle wygodna opcja – jedynym wymiarem wykonania pracy jest dostarczenie zadania. Dlaczego zatem tak niechętnie udostępnia się możliwość pracy zdalnej, mimo że to bardzo korzystne rozwiązanie?

Wypaczony obraz

Poczucie potrzeby kontroli nad pracownikiem jest niezwykle silne bez względu na skalę działania firmy, jej rozmiary i liczbę zatrudnionych osób. Tylko wtedy, gdy mamy świadomość kontroli, jesteśmy w stanie stwierdzić, czy dana praca jest wykonana solidnie. Home office ma tak wiele plusów, jak i minusów, zarówno dla pracownika, jak i pracodawcy. Wiele firm decyduje się zatrudniać w ten sposób jednostki zajmujące się księgowością, grafiką, czasem sprzedażą, a nawet obsługą telefoniczną. Nic w tym dziwnego, ponieważ wówczas odpada wiele kosztów związanych choćby z miejscem pracy takiej osoby. Taki model zapewnia brak dbałości o stanowisko pod postacią biurka, często nawet takiego sprzętu, jak komputer, monitor, myszka, klawiatura, drukarka, skaner czy słuchawki nagłowne. Nie ograniczają również bardzo rygorystyczne normy przepisów, np. w kwestii bezpieczeństwa i higieny pracy. Jako że sama kontrola pracownika jest utrudniona, pracodawca nie musi się przejmować zachowaniem odstępów gwarantujących wypoczynek między pracą w poszczególnych dniach. Koszty maleją, a o ile pracownik jest zaangażowany i sumienny, model wydaje się dla pracodawcy niemal idealny. 

Inaczej jest jeśli pracownik stacjonuje w biurze i zachodzi potrzeba zdalnej pracy. Przyczyn może być wiele – np. chwilowy brak możliwości wykonywania obowiązków w biurze wynikający tak ze strony pracownika, jak i często samego pracodawcy (remont, przerwa w dostawie prądu itp.). O ile przyczyna tkwi po stronie pracodawcy, z reguły przechodzi się nad tym do porządku dziennego. Sprawa ma się kompletnie inaczej, jeśli taką potrzebę ma pracownik – w takim przypadku pojawia się niepokój, poczucie wykorzystania i nadużycia. Jak to faktycznie jest? 

POLECAMY

Dostrzec korzyści, znaczy zrozumieć proces

Praca przy komputerze i powszechna dostępność tego sprzętu sprawiły, że home office jest dzisiaj bardzo dobrze znaną metodą dostarczania pracy na stanowiskach umożliwiających takie działanie. Ranek zaczyna się dość wcześnie, a finał pracy następuje bardzo późno. Praca w domu okazuje się niezwykle wydajną formą. Cisza i spokój, które towarzyszą pracownikowi w opuszczonym przez domowników mieszkaniu, sprzyjają kontemplacji i skupieniu. Dzięki temu pracownik jest bardziej wydajny niż pracując stacjonarnie w biurze. Z powodu braku konieczności wyjścia z domu często pozostaje w piżamie przez wiele godzin, a nawet kończy w niej swoją zmianę. Sam fakt możliwości skupienia się na pracy bez konieczności jej przerywania powoduje, że dostarczane jest więcej pracy niż przy standardowej ośmiogodzinnej zmianie. Pracując na miejscu w biurze odrywamy się wielokrotnie od tego, co robimy, bo np. akurat ktoś wszedł do pomieszczenia. Powodów dekoncentracji uwagi w biurze jest niezliczenie wiele, stąd coraz częściej spotykana jest forma wygłuszania otoczenia poprzez pracę w słuchawkach na uszach. W ten sposób pracownicy próbują odizolować się od otaczającej ich rzeczywistości i skoncentrować się na realizowanym zadaniu, jednak niestety nie do końca umożliwia to całkowite odcięcie się od tego, co dzieje się w biurze. Nie przeszkadza to interesantom podchodzić do biurka, jednocześnie gestykulując z daleka, aby zasygnalizować konieczność zdjęcia słuchawek. 

W zaciszu domowym nie ma takiej konieczności. Brakuje elementów zewnętrznych, które mogłyby skutecznie odciągnąć skupienie pracownika od realizacji zadania, którego się podjął. Wszystkie otaczające bodźce są doskonale znane umysłowi pracującemu w ich otoczeniu.

Ewentualne rozproszenie mogłoby nastąpić w przypadku dźwięku telefonu, dzwonka do drzwi czy grzmotu zwiastującego burzę. 

Czynników rozproszenia jest kilka do kilkunastu, ale prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest dużo niższe niż tego, że w biurze ktoś podejdzie do biurka. Dom jest również miejscem doskonale znanym ludzkim receptorom. Po coś do picia czy jedzenia sięgamy odruchowo. Do toalety idziemy w doskonale sobie znanym kierunku, nieszczególnie się na tym skupiając. Niezbędny przedmiot, notes, ołówek, długopis leżą niemal zawsze w tym samym miejscu, bo tu przeważnie poza nami nie są potrzebne akurat przechodzącej osobie i nie lądują dwa biurka dalej po ich wykorzystaniu. Wszystko dzieje się niemal machinalnie, a co za tym idzie, umysł może być skoncentrowany na pracy jeszcze bardziej i oddać się jej z większą wydajnością. Siedząc w swoim własnym fotelu lub na kanapie odczuwamy również komfort i wygodę, co wprawia nasz umysł w stan przyjemnego zrelaksowania, a dzięki temu staje się on wydajniejszy i chętniej generuje rozwiązania. Nawet presja czasu odczuwana jest wówczas zgoła inaczej. 

Uprzedzenie i brak zaufania

Mimo tych wszystkich, wydawałoby się logicznych i oczywistych argumentów, kadra kierownicza niechętnie przystaje na rozwiązanie home office. W momencie gdy pracownik znika z zasięgu wzroku, budzi się lęk i frustracja, że z pewnością ten czas marnuje, a co gorsza – pewnikiem sprząta mieszkanie lub idzie z dzieckiem do kina, albo robi coś równie oderwanego od obowiązków służbowych. To przekonanie towarzyszy większości osób zarządzających w firmach. Z założenia pracownik jest podejrzewany o nielojalność i nadużycie zaufania. Dlaczego tak jest? Cóż, stare przysłowie mówi, że oceniamy swoją miarą, zatem jeśli z miejsca jesteśmy podejrzliwi to znaczy, że z dużą dozą prawdopodobieństwa właśnie tak sami byśmy postąpili. Dlaczego zatem kierownicy dość często korzystają z home office? Czy w tym czasie rzeczywiście robią wiele innych rzeczy, zamiast poświęcić się pracy? Wątpliwe, że tak jest, jednak wielu ludzi ma tendencję do zakładania z góry złej woli. Pomyślmy jednak przez chwilę, czy nieobecność w biurze z powodu przykładowo chwilowej niedyspozycji do pracy zaburza jej rezultaty równie silnie, co dostarczanie tejże pracy z domu? Złe samopoczucie nie sprzyja przybyciu do miejsca zatrudnienia, ale często nie wyklucza samej pracy, która jeśli byłaby zlokalizowana bliżej, nie stanowiłaby problemu sama w sobie. Zatem pracownik bywa wówczas niezdolny, aby dotrzeć do pracy, a nie by ją wykonywać – zatem zamiast urlopu czy zwolnienia lekarskiego wystarczy praca zdalna. Wyniki są, choć fizycznie obecności w biurze nie było. 

Co jest korzystniejsze z punktu widzenia firmy i osób nią zarządzających?

Dla głębszego naświetlenia tego przypadku wspomnę jeszcze, że zjawisko pracy zdalnej jest rozpatrywane równie niechętnie przy umowie o pracę, co popularnym i często przez firmy dzisiaj wybieranym modelu samozatrudnienia, gdzie tak naprawdę przełożonych nie powinno interesować, czy zatrudniony p...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 drukowanych wydań magazynu Online Marketing
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ... i wiele więcej!
Sprawdź szczegóły

Przypisy