Dołącz do czytelników
Brak wyników

VIP – 16 PYTAŃ DO...

14 kwietnia 2020

NR 51 (Kwiecień 2020)

VIP – 16 pytań do Jasona Hunta

112

Jason Hunt – najpopularniejszy reprezentant polskiej blogosfery w rozmowie z Arturem Maciorowskim, redaktorem prowadzącym „Magazyn Online Marketing”, o tym, jak wygląda współpraca marek z influencerami, o wyzwaniach i trendach w ramach aktywności bazującej na influencer marketingu.


Artur Maciorowski: Tomku, już od dekady publikujesz ranking polskiej blogosfery. Kto jest królem lub królową infulencer marketingu, od kiedy prowadzisz swoje zestawienie?
Jason Hunt:
Mam nadzieję, że kolejne pytania będą łatwiejsze, bo na to nie da się odpowiedzieć w sposób bezsporny i sprawiedliwy. Nawet jeśli wzięlibyśmy kryteria mojego rankingu, czyli badanie wpływu danego autora na społeczności, to niewiele by nam to pomogło, ponieważ wspomniane wyznaczniki z biegiem lat się zmieniały. 
Dawno, dawno temu królowali ci, którzy potrafili zarabiać na blogu. Dziś to żadna sztuka. Można to robić niemalże od pierwszego dnia działalności. Sztuką jest zarabiać dużo, a jeszcze większą – zarabiać na własnych produktach i usługach. Dawniej przeważały osoby, które umiały przebić się do mediów, miały wiele komentarzy na blogu, statystyki sięgające co najmniej kilkuset tysięcy odbiorców. Dziś to również jest ważne i ewentualnych królów szukałbym w takim gronie, ale wiemy doskonale – i palcem nikogo wskazywać nie musimy – że posiadanie ogromnych zasięgów niekoniecznie przekłada się na zarobki czy szacunek. 

POLECAMY

AM: Ok, ale może istnieją mistrzowie poszczególnych dyscyplin?
Znacznie łatwiej będzie nam wskazać najlepszych w swoich kategoriach. Chociażby w branży modowej byłaby to Maffashion, w kategoriach technologicznych – Grzegorz Marczak i Przemysław Pająk, choć oni już raczej blogerami się nie określają, ale celowo ich wymieniłem, bo takich jak oni jest więcej. Dawni blogerzy nadal z powodzeniem funkcjonują w social mediach i swoimi działaniami wywierają na nie wpływ, ale niekoniecznie poprzez blogi. 

AM: Nano- i mikro- czy makro-influencerzy i celebryci… gdzie twoim zdaniem przebiega granica segmentacji influencerów i jakie są zalety współpracy z reprezentantami poszczególnych segmentów?
Zaleta jest zawsze taka sama, a jest nią obietnica zysku. 
Te podziały zazwyczaj są sztuczne i zupełnie niepotrzebne, bo dla odbiorców nie ma znaczenia, czy ktoś jest nano- czy mikroinfluencerem. Odbiorca podąża za autorem. Marketerzy za cyferkami, choć publicznie bardzo nie lubią tego przyznawać. Twierdzą, że liczy się jakość autora, jego rzeczywisty wpływ na społeczność, ale to bzdura. Najpierw ma być zasięg. Cała reszta zalet jest po prostu mile widziana, ale wcale nie najbardziej pożądana przez sponsorów. 
Wcale im się nie dziwię, bo w świecie, w którym wszyscy mogą zareklamować wszystko, w dodatku za psie pieniądze, najbezpieczniej wziąć tego, który zaoferuje najlepszy zasięg. O efekty i tak nikt nie zapyta. 

AM: A gdybyś musiał mimo wszystko zadecydować?

Przyznam ci, że ja już sam nie wiem, kto jest nano-, a kto jest mikro-, bo jeśli mnie pamięć nie myli, to jeszcze kilka lat temu mikroblogerzy (i ich spadkobiercy – mikroinfluencerzy) byli tak określani, ponieważ publikowali krótsze treści na serwisach społecznościowych. A dziś nazywa się tak tych, którzy mają taki a taki zasięg. 
Mało tego, dosyć głęboko siedzę w tym temacie, bo na co dzień szkolę influencerów, a nie znam ani jednego, który sam siebie określałby nanoinfluencerem. Niestety porządku nie będziemy mieli nawet wtedy, gdy podzielimy twórców na platformy, na których tworzą, bo najłatwiej byłoby nam wskazać, kto jest blogerem, a kto youtuberem. Ale równie szybko okazałoby się, że część youtuberów i instagramerów czuje się influencerami, a niektórzy blogerzy instagramerami. 
Możemy próbować dzielić autorów, opierając się na ich zasięgach, co – jak wspomniałem przed chwilą – i tak robią reklamodawcy. Ale i to bywa pozbawione sensu. Jako reklamodawca, dajmy na to sprzedający książki, wolałbym zatrudnić blogera parającego się literaturą, mającego 10 tysięcy odbiorców, a nie celebrytę z milionem subów, który w całym swoim życiu przeczytał co najwyżej Naszą szkapę. 

AM: Blogerzy, vlogerzy, youtuberzy, instagramerki… – w którym kierunku twoim zdaniem rozwija się rynek dawnej blogosfery?
Kierunek naszego rozwoju wytyczają serwisy społecznościowe. Obecnie robi to, choć wielu ekspertów nie chce tego zauważyć, TikTok, poprawiając wszystko, z czym nie radził sobie Instagram. Ten sam Instagram, który udanie zmiótł Snapchata, który wcześniej wyeliminował Vine’a. 
Czy Instagram pogrąży TikToka? Trudno powiedzieć. Już prędzej TikTok przejmie (czyli ukradnie) niektóre funkcje Instagrama. Wszystkie te serwisy łączy idea szybkich, efemerycznych treści, nastawionych na natychmiastową bezmyślną reakcję i równie bezmyślną konsumpcję. 

AM: Już 27% internautów słucha podcastów – to może podcasterzy? 
To wielka niewiadoma. Podcasty w rywalizacji z treściami wideo nie mają żadnych szans, ale zalecałbym przyglądać się rozwojowi tego rynku. 
Wiesz, 10 lat temu blogowanie kojarzyło się głównie z pisaniem artykułów na blogu, a pierwsi youtuberzy traktowani byli jako ciekawostka. Gdyby wtedy ktoś zapytał ekspertów, czy można zbudować milionowe zasięgi, wrzucając fotki śniadania, to pewnie popukaliby się oni w czoło. A później przyszedł Instagram i udowodnił wszystkim, że jednak można. Czy Marysia z Terespola jest w stanie na podcastach wykręcić milionowe zasięgi? W teorii tak. W praktyce takie cuda będą możliwe dopiero wtedy, kiedy Facebook lub Google znacznie mocniej wesprą tę formę przekazu. Na razie traktują audio po macoszemu. 

AM: Na takich platformach jak Reach a Blogger można znaleźć oferty już od 10 zł za publikację, z kolei IndaHash szacuje budżet działań na co najmniej kilka tysięcy. LifeTube estymuje średni koszt kampanii z youtuberami na poziomie 25-30 000 zł. Ile płacić i jak się rozliczać w ramach współpracy z influencerami? 
Nie jestem właściwą osobą, by odpowiadać na to pytanie, bo od ponad 10 lat szkolę zarówno influencerów, jak i agencje reklamowe. Tym pierwszym mówię, żeby brali jak najwięcej, tym drugim sugeruję najpierw próbować kupić kogoś za darmo. I niestety ci drudzy znacznie częściej słuchają moich porad, bo smutna prawda jest taka, że wielu fantastycznych autorów sprzeda się za byle gratisa, ale nie jest to znak naszych czasów, bo tak było zawsze. Pamiętam początki komercjalizacji blogosfery, ponieważ miałem przyjemność w dużym stopniu ten biznes tworzyć. Już w 2009 i 2010 roku ówcześni blogerzy bezwstydnie sprzedawali miejsce na swoich blogach za 2 zł. 

AM: Mamy 2020 rok – jak to wygląda dekadę później?
Tego rynku nie da się już uratować. Został opanowany przez tych, którzy za 100 zł zrobią to, co dawniej bloger robił za 10 tysięcy, ale to już na szczęście nie mój problem, bo załapałem się na najlepsze czasy, popełniłem kilka błędów, przy okazji zdobywając ogromne doświadczenie, a dziś zarabiam głównie na własnych produktach. I tego też uczę twórców. 
Współpraca reklamowa może być zaledwie jednym z pierwszych przystanków na drodze rozwoju twórcy. Im szybciej ktoś to pojmie, tym mniejsza szansa, że obudzi się pewnego dnia z ręką w nocniku, bo reklamodawcy przestaną pukać do drzwi. 

AM: Marketerzy niezmiennie dyskutują o kluczowych parametrach weryfikacji wiarygodności influencera, a także o sensownych wskaźnikach pomiaru skuteczności działań. Co sugerujesz tak blogerom, jak i markom w tym zakresie?
Blogerom trudno cokolwiek sugerować, bo jeśli ktoś jest oszustem, to kupi sobie zasięg w nadziei, że przynajmniej załapie się na comiesięczne wysyłki gratisowych błyszczyków do ust. 
Reklamodawcom sugeruję, by domagali się od influencerów wszelkich danych statystycznych, zwłaszcza tych, które uwiarygadniają zasięgi. Nie znam wszystkich i najlepszych narzędzi, bo nie potrzebuję ich na co dzień. 

AM: Wśród topowych blogerów rozwija się trend self-publishingu. Ty oraz Michał Szafrański jesteście doskonałymi przykładami, że jednak naród kupuje (i czyta?) książki… Na czym jeszcze zarobić mogą influencerzy prócz bezpośredniej współpracy z markami?
Są cztery sposoby zarabiania w sieci. Wiedza, czyli wszelkie usługi, reklama – to wiadomo – programy partnerskie oraz produkty, które mogą być fizyczne lub cyfrowe. Innych opcji nie ma, ale nie istnieje też jedyna słuszna odpowiedź na to pytanie. Odradzam pogoń za zapachem pieniędzy. 
Od czasu do czasu widujemy taki owczy pęd, zazwyczaj następuje on tuż po tym, jak ktoś pochwali się zarobkami. I dajmy na to dziś bloger X krzyknie, że na e-bookach zarobił milion, to za miesiąc będziemy mieli wysyp e-książek, bo wielu uzna, że też potrafi pisać i sprzedawać. 
Najlepsze czasy na zarabianie na reklamach mamy już za sobą i one nigdy nie wrócą. Sugeruję skupić się na tym, na cz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 drukowanych wydań magazynu Online Marketing
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ... i wiele więcej!
Sprawdź szczegóły

Przypisy