Dołącz do czytelników
Brak wyników

Felieton specjalny

18 czerwca 2020

NR 52 (Czerwiec 2020)

Niech to już się skończy

19

Dzień dobry. Tu Maciej Orłoś. Prezenter oraz dziennikarz telewizyjny. Od pewnego czasu youtuber. A także influencer. Jak również instagramer, właściciel fanpage’a na FB oraz prywatnego profilu na FB. Od bardzo niedawna tiktoker (bez przekonania). Dziennikarz nowych mediów. Ale przecież mediów tradycyjnych też, bo jeszcze o nich nie zapomniałem. Autor i prowadzący audycję w internetowej Radiospacji, nadający – jak wszyscy w tej rozgłośni – z domu. Człowiek, który bez smartfona i dostępu do internetu nie umiałby żyć, i który jednocześnie z rozrzewnieniem wspomina czasy analogowe. Osoba, która odsunęła się od telewizji, również jako widz, a jednak ma do niej sentyment. 

O losach człowieka telewizji, który dość szybko musiał przestawić się na bycie człowiekiem mediów społecznościowych, można by długo pisać, bo jest tu wiele aspektów i wątków, blasków oraz cieni. Musiałem dokonać wyboru koniecznego ze względu na krótką formę wypowiedzi i z długiej listy tematów wybrałem dla Was trzy.

  1. Doświadczony dziennikarz/prezenter telewizyjny taki jak ja musi zaczynać swoją drogę na YouTube od zera. Nie może liczyć na to, że swoich telewizyjnych widzów przyciągnie za sobą na swój kanał ot tak, po prostu, z automatu – „skoro oglądali w telewizji, to będą oglądać na YT”. Nic podobnego. YouTube rządzi się swoimi prawami, a widownia, która pewnie częściowo jest przecież także widownią telewizyjną, ma w nosie to, czy ktoś jest znany z telewizji, czy nie. Jedyne, co może taki biedny redaktor telewizyjny zrobić, by zdobyć uznanie internautów, to zaproponować im format, który do nich trafi, który będzie pasował do YT, a jednocześnie będzie spójny z wizerunkiem redaktora. No, krótko mówiąc, sprawa łatwa nie jest. Jeśli o mnie chodzi, to być może, powtarzam – być może – po prawie dwóch latach prowadzenia kanału znalazłem taki format. Ale nie chcę się tu rozpisywać, bo za wcześnie, by odtrąbić sukces. Poczekamy, będziemy cierpliwi, pokorni i pracowici. I pozytywnie nastawieni. 
  2. Uważam, że media naprawdę są czwartą władzą, a może nawet – co pokazuje czas koronawirusa – są wyżej w tej hierarchii. Nie zazdroszczę konsumentom mediów w czasie pandemii. Są narażeni na bombardowanie z różnych stron. Są atakowani bodźcami, jest za dużo tego wszystkiego, a nie każdy potrafi się odciąć, dawkować, selekcjonować. W pewnym sensie media mainstreamowe się kompromitują, bo nie są w stanie lub nie chcą nie podgrzewać atmosfery, nie dokładać do pieca, nie wywoływać oraz pielęgnować paniki i histerii. Prawdopodobnie są w jakimś stopniu odpowiedzialne za to, co się teraz dzieje. 
  3. Online jest ratunkiem dla wielu...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy