Dołącz do czytelników
Brak wyników

Google Analytics e-commerce na zapleczu – od złożonego zamówienia do obsługi zwrotów

Artykuł | 17 grudnia 2018 | NR 26
114

Czy zdarzyło się Wam spotkać w swojej pracy z sytuacją, kiedy nikogo nie obchodzi bardziej zaawansowana analityka (tj. coś poza obserwowaniem, czy niebieski pasek rośnie, czy spada) w sklepach e-commerce do momentu, aż nagle kasa przestała się zgadzać? Niestety, ale są to typowe zachowania w naszym światku internetowym. Do analityki sięgamy dopiero wtedy (często już za późno), kiedy dziwnym trafem nasz sklep nie przynosi planowanych przychodów.

Od czego zacząć? Postaram się opisać Wam to w kilku punktach (potraktujcie to jako checklistę).

1. Identyfikacja źródeł pozyskiwania klientów

Uprzedzając pytania – nie, Analytics nie robi tego poprawnie bez uprzedniej konfiguracji. W pierwszej kolejności musimy przynajmniej wykluczyć z naszych analiz zbędny ruch (czyli wykluczyć swoje i biurowe IP lub zainstalować wtyczkę do przeglądarki Block yourself from Analytics oraz wgrać tzw. spam filter przygotowany przez Simo Ahava).

Współczynniki konwersji poszły do góry? Brawo! Tak naprawdę tylko je urealniliśmy.

Kolejnym krokiem jest integracja Analyticsa z wszystkim i wszystkiego z Analyticsem. Oczywiście warto dodać w tym miejscu, że wcześniej czy później powinniście „przybić piątkę” z Google Tag Managerem.

Kolejne wdrożenia nie będą wtedy przyprawiać Was o zawał.

Z czym się integrujemy? Oczywiście z Search Console (przy okazji – tworząc niestandardowe raporty do mierzenia skuteczności pozycjonowania – tak, można obejść not provided w dużym stopniu). Łączymy się również z Adwords (oraz Doubleclick, jeśli używamy), panelem Merchant Center, Youtubem i pozwalamy danym swobodnie przepływać do naszego GA.

Nie jest to integracja wprost, ale nigdy nie możecie zapomnieć o tagowaniu! Tagujemy URL-e mailingów (niektóre systemy zrobią to za Was, tylko musicie aktywować tę funkcjonalność), kampanie na FB (ruch organiczny również), Twitterze, LinkedInie i we wszystkich innych systemach poza Google’owymi (one mają wbudowane opcje automatycznego tagowania).

Kiedy mamy pewność, że nasze fundamentalne dane są poprawnie zbierane, wkraczamy na kolejny etap. Potrzebujemy w naszych sklepach „zainstalować” rozszerzony moduł e-commerce (analiza koszyków, kodów rabatowych) oraz, co ważniejsze, zintegrować Waszego Analyticsa z bazą danych klientów.

Tutaj wkraczamy w temat funkcjonalności GA zwanej userId. Dzięki niej w końcu skończycie spoglądać na ilość kupujących anonimowych ciasteczek w Waszych sklepach. Dowiecie się konkretnie, co każdy klient robi na Waszym sklepie. Wyobraźcie sobie przyszłość, kiedy nadejdzie era beaconów w sklepach stacjonarnych i będziemy mieć analizy zachowań klientów online i offline w naszych GA również za pomocą userId.

Osobiście nie mogę się doczekać!

Wracając już do obecnego porządku świata, jesteśmy wreszcie gotowi na analizę danych!

2. Kupuuuuj! Kuuupuuuuuj!

Spore obroty, mnóstwo klientów, niesamowity współczynnik konwersji na poziomie ponad 2%! Brzmi jak sen, natomiast patrząc na cyfry, wiemy mniej więcej tyle, że 98% naszych klientów jednak nie wyraziła skłonności zakupowych. 

Rodzi się pytanie: „No ale dlaczego tak jest, skoro mamy tak świetne produkty i ceny, o obsłudze klienta już nie wspominając?”. Zastanówcie się, jak mamy odpowiedzieć sobie na to pytanie, kiedy w naszym Analyticsie nie ma żadnych lejków konwersji, ani ustawionych żadnych mikrokonwersji (no bo przecież wystarczy nam informacja o przychodach) tudzież kompletny brak segmentów użytkowników?

Idąc tym tropem, prędzej czy później dojdziemy do starcia działu marketingu z działem IT, gdzie marketingowcy chcą wdrożyć wszystko, a dział IT nie ma na to czasu. To właśnie świetny moment na wdrożenie Google Tag Managera. Za jego pomocą łatwo wdrożycie wszelkie mikrokonwersje w Waszym sklepie internetowym, dzięki czemu będziecie w stanie lepiej wnioskować, czemu Wasi klienci jednak nie dokonali zakupu.

Ale na co nam segmenty? Po to, aby wiedzieć, z jakimi typami użytkowników macie do czynienia. Uwierzcie lub nie, ale jeśli zbudujecie sobie persony Waszych klientów i dodatkowo rozbijecie je na stadia zakupowe, w jakich w danym momencie się znajdują, to będziecie w stanie precyzyjniej dobrać odpowiednio kanały i przekazy reklamowe skłaniające te osoby do zakupu Waszych produktów. Poza tym będziecie faktycznie widzieć, jak Wasz biznes internetowy działa i ile procent osób znajduje się w danym stadium zakupowym. O wiele ułatwia to skalowanie oraz uporządkowanie całego procesu.

3. Zwiększanie sprzedaży

Najwyższy czas pochylić się nad grupą 98% osób, które jednak nie kupują. Jak ich ponownie zachęcić do zakupu? Klasycznie stosowany jest remarketing (niestety, ale większość sklepów robi to źle). Pamiętajcie, że posiadając segmenty naszych użytkowników, do każdego z nich możemy wystosować odpowiedni komunikat reklamowy rozwiewający wątpliwości danej grupy. 

Pamiętajcie, że stworzone segmenty w GA od razu mogą zostać zaimportowane jako listy remarketingowe. W ten sposób powstaje wielopoziomowy system remarketingu, który dowiezie Wam KPI na koniec miesiąca. 

Remarketing dynamic...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Masz już prenumeratę? Zaloguj się, aby przeczytać artykuł.
Zaloguj się
Nie masz jeszcze prenumeraty? Nic straconego! Dołącz do grona stałych Czytelników już dziś i miej pewność, że żadne treści już Cię nie ominą.
Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 drukowanych wydań magazynu Online Marketing
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ... i wiele więcej!
Sprawdź szczegóły

Przypisy