Przez ostatnią dekadę komunikacja marek w digitalu skupiała się na jednym nadrzędnym celu – skróceniu dystansu. Marki luzowały język, przechodziły z klientami na „ty”, reagowały na trendy, uczyły się komentować rzeczywistość i brzmieć mniej formalnie. Z różnym skutkiem, ale jedno faktycznie się wydarzyło. Marki przestały mówić wyłącznie językiem regulaminów i oficjalnych komunikatów. Nauczyły się naśladować ludzkie zachowania. Przez chwilę mogło się wydawać, że w budowaniu relacji doszliśmy do ściany. Dziś jednak samo „mówienie ludzkim głosem” przestaje być wystarczającym wyróżnikiem. Media społecznościowe też są już w innym miejscu. Coraz mniej przypominają przestrzeń masowego zasięgu, a coraz bardziej sieć prywatnych rozmów, rekomendacji i algorytmicznie dopasowanych doświadczeń. Ważniejsza od kolejnej viralowej rolki staje się zdolność marki do odpowiedzi na konkretną potrzebę klienta tu i teraz, bez odsyłania go do kolejnego formularza kontaktowego.
Autor: Anna Taraska - Mazurkiewicz
Jeszcze niedawno pytanie „Real or Cake?” było szczytem internetowej rozrywki. Dziś, patrząc na ekran smartfona, częściej zastanawiamy się: „Real or AI?”. Rok 2025 był momentem przełomowym – sztuczną inteligencję (AI) nie tylko znamy, ale też jej używamy. Wdarła się ona do naszej codzienności jak ten radiowy hit, którego na początku nie lubisz, a po tygodniu znasz go na pamięć. Jednak to, co działo się do tej pory, było zaledwie preludium. Raport agencji Vision & People oraz Instytutu Badań Pollster rzuca nowe światło na to zjawisko i udowadnia śmiałą tezę na rok 2026: polski konsument jest już gotowy na wirtualnych influencerów. Pytanie brzmi: czy gotowi są na to marketerzy?
Influencer marketing to nie dodatek, ale praktycznie obowiązkowy obszar działań w zintegrowanych kampaniach czy długofalowej współpracy z markami.
Są rzeczy, które po prostu do siebie nie pasują, tak jak samochód i alkohol – to dewiza muzycznej kampanii społecznej promującej odpowiedzialną konsumpcję alkoholu z udziałem Piotra Fronczewskiego i Piha.